Design by Pachay
Reklama

 

Mondaine
 
Jak firma Mondaine przeniosła
szwajcarski zegar dworcowy na rękę

Kolej żelazna to imponujący wynalazek. Należy do nas wszystkich, jest piękna i jeździ punktualnie. To w Szwajcarii jest świętością. Wszystko to inżynier i designer Hans Hilfiker odwzorował w swoim zegarze dworcowym z 1944 r, jak choćby czerwony okrąg na „lizaku sekundowym”, który widać z daleka: „Halo, jeszcze minuta i Twój pociąg odjedzie!”. Siłą tego zegara był jego solidny design: był ładnie uformowany i bez ozdobników, przyrząd a zarazem ozdoba publicznego pomieszczenia, który stał się symbolem.
Pomimo to, zegar ten jest mało szwajcarski, ponieważ w Szwajcarii każda gmina jest małym krajem, każda chce być inna niż pozostałe, mają na przykład własne przepisy budowlane i urzędy podatkowe. Ale zegary te wskazują ten sam czas równocześnie w trzech tysiącach różnych miejsc, w których je zainstalowano, ponieważ są sterowane przez zegar centralny. Wszędzie, w tym samym czasie „lizak” wskazuje godzinę dwunastą a potem wykonuje decydujący przeskok. „Pociąg odjechał”. Jest zaskakujące, jak długo już żyje projekt Hansa Hilfikera. Nigdy znacząco nie zmienił swojego kształtu, nawet jeżeli dziś jest produkowany całkiem innymi metodami, z innych materiałów i przez innych pracowników niż przed sześćdziesięcioma laty. Należy do tej samej galerii rzeczy wiecznie żywych, gdzie znajduje się butelka Coca-Coli, gwiazda Mercedesa, opakowanie Toblerone, krój dżinsów Levy'ego czy grafika na banknocie dolarowym.

Ale w 1986 r. dokonał się decydujący skok. Rodzina Bernheimów na potrzeby swojej firmy Mondaine na bazie popularnego symbolu zaprojektowała zegarek naręczny i zastrzegła sobie jego wzór. Dokonało się to, co rzadko się udaje w historii designu: poczwórne salto:

Pierwsze salto to miniaturyzacja. Zarówno duże, jak i małe zegary są zbudowane z zachowaniem proporcji i wzajemnie doskonale się uzupełniają.
Drugie salto to prywatyzacja. Duży zegar należy do wszystkich i znajduje się w pomieszczeniu publicznym. Mały zegar jest ozdobą – oczywiście, także mierzy czas, ale w pierwszej kolejności musi pokonać wielu konkurentów w wyścigu o klienta.
Trzecie salto to umiejętność przekazywania swojego przesłania. Kto nosi ten zegarek, dzięki dużemu cyferblatowi, cyfrom i wskazówkom nie tylko może wygodnie odczytywać czas, ale może o sobie też powiedzieć „Jestem przyjacielem kolei żelaznej”. Zegarek musi rzeczywiście odznaczać się ładnym designem, skoro potrafi przekazywać takie przesłanie.
Wreszcie czwarte salto: Zegarek, niegdyś dobro i symbol publiczny, dziś przyczynia się do osiągnięcia znaczącego sukcesu przez prywatną firmę, która rozwija jego projekt. Powstało wiele jego wariantów: okrągłych i kwadratowych, dużych i małych. Sprzedano tysiące egzemplarzy zegarków naręcznych i zarówno w Ameryce jak i w Japonii mnożą się wielbiciele tego zegarka – ucząc się, że Szwajcaria słynie nie tylko z zegarków, żółtego sera, czekolady i dotrzymywania tajemnicy bankowej, lecz także z pięknej kolei żelaznej.

Köbi Gantenbein jest redaktorem naczelnym „Hochparterre”, szwajcarskiego czasopisma poświęconego architekturze i designowi. Jeździ nie samochodem, a koleją żelazną.

„Meeting Point“ na zuryskim Dworcu Głównym